Duchowość i seksualność
10 grudnia 2016

Zamykam doświadczenia

Każdy z nas przechodzi w swoim życiu przez różne doświadczenia.

Z początku, mamy wrażenie, że kolekcjonujemy je bez ładu i składu tak, jak zbiera się w parku kolorowe liście. Z czasem jednak z tego chaosu zaczyna wyłaniać się pewien porządek. Zauważamy, że istnieją między związki pomiędzy różnymi sytuacjami, że nasz partner jest tak naprawdę tym samym lub bardzo podobnym człowiekiem o innym imieniu i twarzy. Że w kolejnej pracy czujemy się niedocenieni, że bez względu na to ile zarobimy, zawsze nie mamy pieniędzy i uczucia dostatku. Że gdy tylko wykopiemy się z jednych problemów – od razu wpadamy w kolejne.

„takie jest życie” – mówią inni, a my przyjmujemy to za prawdę.

Prawdę na temat tego jak funkcjonuje rzeczywistość, na temat tego jak funkcjonują inni ludzie i my sami. W ten sposób powstaje cały system przekonań, który po pierwsze jest odbiciem, odpowiedzią na to tego, czego doświadczamy, a po drugie (i ważniejsze) determinuje całe nasze życie manifestując się w postaci wydarzeń, osób, przeżyć, które w nim następują.

Być może jesteśmy już na etapie, kiedy to wiemy. Wiemy, że nasz system wierzeń, wyobrażeń i myśli na temat wszystkiego wokół determinuje w całości to, jak de facto wygląda nasze życie. Z tego powodu każdy kto mówi „jakie jest życie” ma rację, bo w jego świecie jest właśnie tak, jak wierzy że jest. Ludzie sa uczciwi albo nieuczciwi, pierwszy milion można ukraść, wygrać lub zarobić – ciężką harówą lub z wielką przyjemnością. MY SAMI wybieramy jaka jest nasza prawda, a potem ponosimy jej konsekwencje.

Jednak jeden z najsprytniejszych trików w grze zwanej życiem jest to, że tylko części przekonań jesteśmy świadomi. Większość z nich skrywa nasza podświadomość. Są dla nas dostępne jedynie poprzez ich MATERIALIZACJĘ w zewnętrznym świecie. Mogę nie wiedzieć, że mam np. lęk przed bliskością, ale kiedy mój kolejny partner mieszka za granicą, jest w związku z kimś innym, nie dojrzał do związku lub w jakiś jeszcze innym sensie jest dla mnie niedostępny emocjonalnie, psychicznie lub fizycznie – znaczy to, że to ja kreuję tę sytuacje, a kolejne osoby tylko materializują mi ten problem (błędne przekonanie, że bliskość boli) pojawiając się w moim życiu.

Co to jest materializacja? Materializację można porównać do objawów w czasie choroby. Po czym poznajemy, że mamy anginę? Bo boli nas bardzo gardło, mamy powiększone migdały i być może naciek ropny na nich, gorączkę, boli nas głowa itd. Tak samo z materializacją przekonań. Po czym poznam, że mam przekonanie związane z niskim poczuciem własnej wartości? Ano po tym, że inni ludzie mnie za bardzo nie szanują, ja sam/a siebie tez, nie stawiam granic, ulegam w różnych sytuacjach albo wydobywam coś od innych na siłę (agresją lub manipulacją), mam trudność, aby zachować się asertywnie, ciągle „trafiam” na pracę, w której się nie realizuję….

I załóżmy ponownie, że to już tez wiemy. Że mamy w sobie na tyle dojrzałości, żeby rozumieć, że stawianie się w roli ofiary czyiś poczynań to tak naprawdę odbieranie sobie wewnętrznej mocy. Mocy kreatora swojego życia. Więc bierzemy za nie odpowiedzialność i chcemy świadomie odszukać wszystkie błędne przekonania, zamienić je na właściwe i ostatecznie zmienić swoje życie na lepsze. „Odrobić właściwie wszystkie lekcje” które nam daje.

I tu pojawiają się naprawdę spore problemy. Jeśli oczywiście udało nam się w ogóle dotrzeć samodzielnie do tego punktu

(Jest nam ciężko nie tylko dojść do tego miejsca, a większość osób jest tak naprawdę nie w połowie opowieści, jak tutaj, ale na początku tej drogi nie mąjąc ani tej świadomości, ani wiedzy na temat składających się we wzory przekonać) bo ani nie potrafimy wyodrębnić swoich błędnych przekonań, ani tym bardziej odpowiednio ich pozamieniać. Poza tym

Istnieje coś co nazwałam kołem doświadczenia. I aby skończyła się lekcja – a tym samym głęboki sens tego, że coś trudnego pojawia się w naszym życiu koło doświadczenia musi się domknąć.

Koło rozpoczyna się powstaniem we wczesnym dzieciństwie błędnego przekonania* a następnie pojawia się ono nieustannie w naszym życiu w masce przeróżnych doświadczeń, lub inaczej – materializuje się w naszym życiu pokazując nam jak w lustrzanym odbiciu pod różnymi postaciami, że je mamy.

Przykład. Kobieta X, nazwijmy ją; Xenia – W pracy jej nie doceniają, a przynajmniej tak to odbiera, wynika z tego masa przeróżnych sytuacji, wśród przyjaciół jest nieasertywna, nie potrafi odmawiać, często czuje się wykorzystywana i lubiana tylko za to, co daje. W życiu prywatnym jest ciągle kobietą kochającą za bardzo, a mimo to porzucaną, całe życie jej brakuje pewności siebie, mimo to, że jest atrakcyjną, zadbaną i mądra dziewczyną. Przez wiele lat nie może pojąć co jest w tym wszystkim nie tak. Wreszcie około trzydziestki dochodzi do wniosku, że wszystkie te wydarzenia obrazują tak naprawdę jedno błędne przekonanie – że jest niewiele warta. Przekonanie, krótko określane jako „niskie poczucie własnej wartości”. Odkrywa też, że pojawiło się ono w związku z jakiegoś powodu, a w jej przypadku był to fakt, iż jej ojciec jej kompletnie nie zauważał. Jednak żeby to przestało boleć i żeby przestała w to wierzyć, a tym samym, żeby ten magiczny krąg wpływających na siebie sytuacji I emocji przestał na siebie wpływać i się wzajemnie wzmacniać – musi uzupełnić w nim parę luk i w końcu wsunąć w niego ostatni punkt łączący jej pierwsze doświadczenie z ojcem z miejscem gdzie jest teraz. To najtrudniejsze. I dlatego ja ZAMYKAM DOŚWIADCZENIA.

Tak, aby lekcja się dopełniła i przestała wracać. Odeszła. Aby to konkretne doświadczenie zostało z naszego życia uwolnione i zrobiło miejsce na nowe.

*psychologia akademicka uważa, że to początek doświadczenia, kładąc automatycznie ciężar odpowiedzialności na naszych rodzicach, którzy popełnili błąd traktując nas w na tyle nieadekwatny sposób, że tworzymy takie błędne przekonanie (np. nie zasługuje na miłość) Wersją łagodniejszą jest, że stworzyliśmy je na skutek kombinacji naszych cech osobowości z warunkami, jakie stworzyli rodzice i to błędne przekonanie jest wypadkową środowiska i naszych cech indywidualnych.

W duchowości jednak idziemy o jeszcze jeden krok dalej, ponieważ w świecie głęboko duchowym założenie jest takie, że jesteśmy wieczni, a nasze życie nie tylko BĘDZIE trwało po śmierci, ale i już BYŁO przed śmiercią, a więc NIE OGRANICZA SIĘ do tego jednego wcielenia. Co niesie za sobą konsekwencje takie, że rodzice, których mamy, zostali przez nas świadomie wybrani jako MATERIALIZACJA przekonań, które były zapisane wcześniej w naszym systemie energetycznym (możemy nazwać sobie ten system energetyczny „duszą”), czyli, że to nasza dusza wybrała taką a nie inna rodzinę, ponieważ takie, a nie inne zapisy (przekonania) spowodowały, że przyciągnęła do siebie takich właśnie ludzi, którzy traktowali ją w taki a nie inny sposób.

W związku z tym zmaterializowało się to najpierw jako mentalne błędne przekonania (już gdy byliśmy dziećmi), a potem zaczęło się materializować dalej w życiu jako wybieranie takich a nie innych partnerów i doświadczanie takich a nie innych uczuć, które dalej rezonowały z przyciąganiem takich samych dokładnie sytuacji. Działa to jak tzw. „samo spełniająca się przepowiednia”. Tworząc koło przyczynowo skutkowe, czyli tzw. „karmę”.

Te przekonania nie dość, że mogą przejawiać w różnych obszarach naszego życia (wspomniany lęk przed bliskością może przewijać się zarówno w relacjach z parterem, w seksie jak i w przyjaźniach, w pracy, w rodzicielstwie), ale mogą źródłowo dotyczy różnych obszarów.

Na różnych etapach swojego życia, umęczeni wiecznie powtarzającym się schematem i obici przez doświadczenie wracające do nas bumerangiem zaczynamy stosować różne metody.

Korzystamy nie tylko z terapii, ale z przeróżnych warsztatów pracy ze sobą, oczyszczania energetycznego, czasem także z ciekawości lub braku nadziei z psychodelików.

Wydaje nam się, że już teraz będzie dobrze – ale nie jest.

Nie rozumiemy dlaczego?! Myślimy, że Ayahuasca załatwi nam sprawę, bo przecież leczy ze wszystkiego. Albo jeśli oczyścimy swoje różne energetyczne zapisy, nasza dusza będzie czysta jak łza, więc życie powinno stać się jednym pasmem sukcesów i radości.

Jednak tak się nie dzieje.

Tak naprawdę bez względu na wybrane narzędzie – powód jest taki sam. I wcale nie znaczy to, że te narzędzia są nieskuteczne, bo oczywiście są! Każde z nich doskonale robi swoja robotę. Ba! Nawet doskonalej niż nam się wydaje… 😉

Ayahuaska czy inne metody pozwalające na poszerzenie świadomości (np. inne enteogeny, LSD, oddychanie holotropowe , czasem też dwupunkt, inne.) pozwalają na fantastyczne skonfrontowanie, nas z ogromnym obszarem wypchniętych, zamaskowanych, zracjonalizowanych czy ukrytych przed naszym ego w jakikolwiek inny sposób za pomocą naszych mechanizmów obronnych treści i doświadczeń. Tych trudnych i tych pięknych. W dodatku w dawce, na dany moment najlepiej dostosowanej do naszych możliwości i momentu w życiu. Może być to bardzo trudne doświadczenie, ale tez niezwykle wprost cenne i unikatowe.

Oczyszczanie energetyczne to szansa na pozornie bierne ściągnięcie z nas różnych zapisów na planie energetycznym. Pozornie, ponieważ schodząca energia z planów subtelnych, jak fala na wodzie, aby mogła zejść do planu materialnego i ZMATERIALIZOWAĆ się w postaci zmiany na lepsze w naszym życiu, o którą nam chodzi, musi przejść przez plan mentalny – czyli nasze myśli, sądy i przekonania i emocjonalny, czyli odbić się silnym echem na naszych emocjach. Krótko mówiąc – oczyszczanie energetyczne odczujemy po czasie w naszych myślach i emocjach. Można to zejście energii zrozumieć jak kule śniegową. Na planie subtelnym mała zmiana w postaci oczyszczania jest kulką wielkości orzeszka, ale schodząc na plany gęstszych wibracji, plan mentalny, emocjonalny nabiera siły, mocy i nie jest już taka „nieodczuwalna” – musimy zmierzyć się z całą masą pojawiających się emocji i napięcia w nas – żeby potem z siłą lawiny przebiła się ta fala energii do materialnego życia i spowodowała w nim zmiany.

Jeśli NA JAKIMKOLWIEK planie ją powstrzymamy – nie zadziała tak, jak by mogła. Jej siła się osłabi.

Komentarze są wyłączone.